Ten czas zatrzymał się 20.03.2017
Aktualności

Navaja.pl na Facebook

Nóż w Polsce

Scyzoryk myśliwski Gerlach

Więcej …
Spis treści
Nóż w Polsce
Zagłębiamy się w temat
Chroń nas nożu ode złego
Dawniej...
Wiek zmian
Wczoraj i dziś
Co wolno, a co nie?
Element stroju i wyposażenia
Nożownicy
Kowale i inni
Podsumowanie
Ciekawostki
Mapka
Galeria
Galeria - cześć druga
Galeria - zbójnickie
Galeria - koziki
Galeria - noże wojskowe
Galeria - postacie
Galeria - fabryki, warsztaty, sklepy
Źródła i bibliografia
Podziękowania
Wszystkie strony

Władza, przestępcy i obywatele

Zbierając materiały do tego opracowania natrafiłem na kilka ciekawych informacji dotyczących ograniczeń prawnych, którym podlegało w różnych wiekach noszenie i używanie noży, postanowiłem więc je przytoczyć i opisać. Rzecz jasna ten krótki rozdział absolutnie nie wyczerpuje tematyki, a zaledwie ją przybliża. 
Zasadniczo przyjąć można, że zakazy dotyczące noszenia i użytkowania noży przez większą część naszej historii dotyczyły głównie noży pełniących funkcję broni ewentualnie noży o większych rozmiarach; małe, podręczne narzędzia rzadko bywały obiektem obostrzeń prawnych. Nie oznacza to jednak, że posiadacz mniejszego noża mógł czuć się całkowicie bezpiecznie i nie był narażony na podejrzliwe traktowanie przez przez przedstawicieli organów ścigania, w wielu przypadkach zależało to od okoliczności, a czasem od interpretacji przez służby obowiązujących aktów prawnych i poszczególnych artykułów.

Jeśli idzie o mieszczan, to obostrzenia wszelkiego rodzaju wprowadzały lub zatwierdzały głównie władze miejskie, np. w 1379 roku ukazało się w Krakowie rozporządzenie zabraniające mieszczanom noszenia noży w pochwach i puginałów pod karą pół grzywny lub 8 dni więzienia i utraty broni (Kodeks Behema XVI w.). Różnego rodzaju regulacje i zakazy (często z dzisiejszego punktu widzenia, teoretycznie sprzeczne, jak np. szesnastowieczne wrocławskie uchwały zalecające mieszczanom wyposażenie się w noże przed udaniem się do dzielnic niebezpiecznych, a jednocześnie zabraniające noszenia "broni morderczej", do której to zaliczano np. kordy, jednak warto pamiętać o tym, że zapewne rozgraniczano duże noże, sztylety, puginały i kordy zaliczane do broni, od mniejszych noży osobistych) narzucali ludności zarówno władcy, jak też i np. rady miast czy cechy rzemieślnicze.


Kat z mieczem w rycerskiej zbroi. Zwieńczenie poznańskiego pręgierza.


W niektórych miastach przyznawano albo ograniczano prawa do noszenia noży wyłącznie wybranym grupom społecznym (np. puginały mogli nosić tylko dziedziczni mieszczanie, a w 1571 roku w Warszawie zabroniono nosić noży i broni szewcom), w innych zakazywano ich noszenia całkowicie (np. Świdnica, Wrocław) lub ograniczano długość głowni bądź też miejsc, do których nie wolno ich było wnosić (np. oberże). Broni, w tym noży, zabraniano nosić również żakom.
Również niektóre cechy rzemieślnicze ustanawiały własne prawodawstwo dotyczące pośrednio również i noży, np. zabraniano przynoszenia broni (w tym puginałów i innych noży bojowych) na zebrania cechowe lub przyznawano prawo do jej noszenia wyłącznie mistrzom cechowym. 

Inne zakazy wprowadzane do końca XVII wieku, a dotyczące noszenia broni przez stany niższe dotyczyły głównie szabli, która zarezerwowana była jako atrybut szlachty i element stroju szlacheckiego, regulowały to ustawy wydawane przez lokalne sejmiki szlacheckie. Nie zabraniano natomiast bogatym mieszczanom ubierania się na cudzoziemską modłę i noszenia broni pochodzenia zagranicznego, na przykład szpad.
Jeśli idzie o chłopstwo, to zabraniano im w różnych ustawach wiejskich noszenia wszelkiej broni w miejscach publicznych (chyba, że pełnili służbę wojskową), np. na targach, w karczmach, na zebraniach, etc., obawiano się powszechnych bójek oraz wystąpień przeciwko dominującej warstwie rządzącej.
Rzecz jasna zakazy te często obchodzono, a puginały i inne większe noże stanowiły podręczne wyposażenie i broń niejednego mieszczanina i chłopa.

Inaczej rzecz się miała, jeśli idzie o rycerstwo i późniejszą szlachtę cieszącą się ogromną swobodą i alergicznie reagującą na wszelkie próby wprowadzania jakichkolwiek ograniczeń "wolności szlacheckiej". Wprawdzie szlachta teoretycznie musiała stosować się do zakazów jej dotyczących, podlegała jurysdykcji sądów i oczywiście władzy królewskiej, ale egzekwowanie nałożonych na nią wyroków było niezwykle trudne w zdecentralizowanej Rzeczypospolitej. Znalazłem zaledwie jedno ograniczenie prawne dotyczące noszenia przez szlachciców noży (oczywiście nie śmiem twierdzić, że jest to jedyny zakaz, być może było ich więcej, ale ja do nich nie dotarłem), wprowadzono je w 1632 roku, po zamachu na życie króla Zygmunta III dokonanego przez będącego niespełna rozumu szlachcica Michała Piekarskiego. Ponieważ był to pierwszy w historii Polski zamach na majestat królewski czyn ten wywołał ogromne poruszenie wśród szlachty. Na fali powszechnego oburzenia wprowadzono zakaz wnoszenia puginałów (oraz obuszków, czekanów i nadziaków) na teren pól elekcyjnych. Co ciekawe, wcześniej dozwolone było noszenie podczas elekcji broni białej bez żadnych ograniczeń, a zakazy dotyczyły wyłącznie broni palnej.3

Nadmienię tylko, że Piekarski został przykładnie ukarany za swój niegodny czyn, najpierw go torturowano próbując wyciągnąć informacje o inspiratorach zamachu, a kiedy okazało się, że prawdopodobnie działał sam, z nieznanych w zasadzie motywów (choć przypuszczano, że mogła to być zemsta za ubezwłasnowolnienie go i odsunięcie od zarządzania własnych majątkiem ze względu na chorobę psychiczną) zaprzestano tortur i skazano go na śmierć wyrokiem sądu sejmowego. Wyrok wykonano publicznie w Warszawie, najpierw obcięto mu dłoń podniesioną na króla, następnie rozerwano czterema końmi, a spalone szczątki wystrzelono z armaty.


Stanisław Milewski "Szemrane towarzystwo niegdysiejszej Warszawy"


Podczas zaborów regulowano głównie dostęp do broni palnej i materiałów wybuchowych, chociaż znalazłem również obostrzenia prawne dotyczące noży różnego rodzaju pochodzące z zaboru austriackiego. W patencie cesarskim z 24 października 1852 r. o wyrobie, posiadaniu i noszeniu broni, tudzież handlu bronią i jej przewozie, wśród broni zakazanej znalazły się też: "...puginały, sztylety,  noże  szlifowane  wklęsło  na  kształt  sztyletów,  trójsieczne  szpady, (...) wreszcie  wszelką  broń  skrytą,  a  do  pod­stępnego  napadu  przydatną  jakiego  bądź  rodzaju  (np.  strzelby  w  laskach, laski  ze  szpadami  itp.).  Do  broni  zakazanej  zaliczyć  także  należy  wszelkie narzędzia,  których  kształt  pierwotny  i  naturalny  zmieniono  umyślnie,  aby cięższe  rany  zadawać,  tudzież  wszelkie  narzędzia  ukryte,  do  podstępnych napadów  przydatne,  które  według  swego  ustroju  nie  są  przeznaczone  do wykonywania sztuki lub przemysłu ani do użytku domowego".4
Wcześniej jeszcze, po 1815 roku, wszystkie władze zaborcze zaostrzyły politykę dotyczącą noszenia broni na okupowanych terenach, jednak dotyczyły one głównie broni palnej i białej.

Nie oznacza to jednak, że noże traktowane były przez zaborców głównie jako nieszkodliwe narzędzie codziennego użytku, na to, że bywało inaczej wskazywać mogą chociażby problemy, które z którymi borykać się musieli dawni miłośnicy pieszych wycieczek krajoznawczych: "Wędrowanie i wycieczki, szczególnie młodzieży szkolnej miały na ziemiach polskich wieloletnie tradycje sięgające czasów Komisji Edukacji Narodowej. W Królestwie Polskim nastawienie władz do tego rodzaju aktywności nie było sprzyjające, a turystów spotykały z tego powodu różne trudności i przykrości. Wzbudzała ona nieufność i nie miała zrozumienia ze strony policji. (...)  Niektórzy z wycieczkowiczów wielokrotnie siedzieli w areszcie z powodu znalezionej przy rewizji podejrzanej książeczki, mapki, aparatu fotograficznego, zbyt dużego scyzoryka..."5
Jak widać, dużo zależało od indywidualnego podejścia przedstawiciela prawa. Zupełnie jak dziś (w niektórych przypadkach), choć dawniej konsekwencje mogły być zdecydowanie poważniejsze.

Pierwszy akt prawny odrodzonego po 1918 roku państwa (Dekret o nabywaniu i posiadaniu broni i amunicji z dnia 25 października 1919 roku, wydany przez Naczelnika Państwa) nie wspomina w ogóle o nożach, nie są one zaliczane do kategorii broni. Kolejne akty podstawowe dotyczące prawa do posiadania, użytkowania i handlu bronią również nie wspominają o nożach, zapewne więc traktowano je jako narzędzia, a nie broń, ale...
Noże wymieniane są w rozporządzeniach policyjnych, w tym w Rozporządzeniu policyjnym z dnia 30 stycznia 1922 roku, gdzie wśród broni zakazanej (lub mogącej zostać użytej jako broń), której sprzedaży zabraniano lub ściśle ją reglamentowano (za pozwoleniem) wymieniano również sztylety, noże (Jakiego typu? Nie wiem niestety, nie udało mi się odszukać tego rozporządzenia tylko odniesienie do niego) i inną broń sieczną. Podobnie w Rozporządzeniu z dnia 30 listopada 1926 roku w przedmiocie nabywania, pozbywania i noszenia broni i amunicji, w którym zakazywano "...kupowania, sprzedawania i noszenia (...) wszelkiego rodzaju broni kłującej, siecznej i palnej ukrytej w laskach, czy też innych przedmiotach".6 W tym przypadku mamy jednak konkretne wskazanie dotyczące głowni ukrytych. Być może więc, w poprzednim rozporządzeniu również była mowa o nożach ukrytych w różnych przedmiotach. 


Ucieczka przed konną policją. "Tajny Detektyw" 1932 r.


W rozporządzeniu Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 27 października 1932 roku - Prawo o broni, amunicji i materiałach wybuchowych po raz pierwszy wprowadzono definicję broni: „Bronią w rozumieniu niniejszego prawa jest każde narzędzie, przeznaczone do zadawania bezpośrednio lub pośrednio urazów  cielesnych”. Wyjaśnienie niezwykle ogólne i pozostawiające szerokie pole do interpretacji, a bronią w określonym przypadku mogło być być wiele przedmiotów. Dlatego też ich uściślenie w drodze rozporządzeń scedowano ustawowo na Ministra Spraw Wewnętrznych i Ministra Spraw Wojskowych oraz Przemysłu i Handlu.
  
I właśnie ci ministrowie wydali wspólnie 27 stycznia 1936 roku Rozporządzenie o broni białej i ograniczeniach w handlu bronią, w którym rozciągnięto przepisy zawarte w Prawie o broni, amunicji i materiałach wybuchowych z 1932 r. na: "broń białą wszelkiego rodzaju, ukrytą w przedmiotach, nie mających wyglądu broni (w laskach, parasolach, kijach, itp.)", natomiast przepisy dotyczące noszenia broni zawarte w Rozporządzeniu Prezydenta rozszerzono (w interesującej nas tematyce) konkretnie o: "sztylety wszelkiego rodzaju oraz noże o długości ostrza ponad 10 cm, sztywno osadzone na trzonku i ostro zakończone" i "noże składane o długości ostrza powyżej 10 cm zaopatrzone w urządzenia, utrzymujące je w otwarciu sztywno na trzonku i ostro zakończone". Wyjątek uczyniono dla: "noży (kordelasów), przeznaczonych do celów myśliwskich, o ile chodzi o noszenie ich w związku z wykonywaniem prawa polowania przez osoby, posiadające karty łowieckie" oraz "takich rodzajów nożów, sztyletów, itp., które są używane do celów zawodowych, o ile chodzi o noszenie ich przez osoby, wykonywujące dany zawód, w związku z jego wykonywaniem"

Oznacza to, że całkowicie zabronione było noszenie wszelkiego rodzaju broni białej (ostrzy) ukrytej w przedmiotach jej nieprzypominającej, a zgodnie ze wspomnianym wyżej rozporządzeniem ministrów zakazany był również handel taką bronią. Natomiast jeśli idzie o "sztylety wszelkiego rodzaju oraz noże o długości ostrza ponad 10 cm, sztywno osadzone na trzonku i ostro zakończone" i "noże składane o długości ostrza powyżej 10 cm zaopatrzone w urządzenia, utrzymujące je w otwarciu sztywno na trzonku i ostro zakończone" to ich nabywanie, noszenie, posiadanie w celach osobistych oraz sprzedaż dozwolona była tylko i wyłącznie za pozwoleniem władzy. Pozwolenia takowe wydawały "...powiatowe władze administracji ogólnej według swobodnego uznania osobom niewzbudzającym żadnych obaw, że użyją broni w celach sprzecznych z interesem Państwa albo bezpieczeństwem, spokojem lub porządkiem publicznym"



Narzędzia przestępcze z gabloty Muzeum Policyjnego w KGPP w Warszawie. 1930 r. Fot. Jan Binek Narodowe Archiwum Cyfrowe


Czasy powojenne to już okres wprowadzania ładu przez nowych władców kraju, wiązały się z tym rzecz jasna ograniczenia dotyczące dostępu do broni. Pierwsze zakazy wprowadzono dekretami PKWN już w 1944 roku, kolejne w latach następnych, a karą za ich nieprzestrzeganie była, w określonych przypadkach nawet kara śmierci. Tuż po wojnie władza dążyła za wszelką cenę do odzyskania broni znajdującej się w posiadaniu obywateli, nie chodziło tu wyłącznie o sprawowanie kontroli nad społeczeństwem, ale i o ograniczenia zwykłego bandytyzmu, który tuż po zakończeniu wojny rozpowszechnił się na terenie całego kraju (rocznie dochodziło do kilkunastu tysięcy napadów z bronią w ręku). Za ujawnianie posiadaczy nielegalnej broni należała się nagroda, nagradzano też funkcjonariuszy państwowych, którym udało się taką broń odzyskać.
Co istotne, z naszego punktu widzenia, za broń uważano za czasów PRL głównie broń palną, myśliwska i sportową, co jasno określała ustawa z 1961 roku.
Był to też okres, w którym propaganda państwowa zaczęła kształtować wyobrażenia społeczeństwa na temat osób posiadających lub chcących posiadać broń. Krótko mówiąc, uczciwemu człowiekowi broń jest niepotrzebna, bo nie ma się czego obawiać, władza ludowa chroni, broni i strzeże, a ci, którzy sądzili inaczej to bardzo podejrzany element. Bardzo. Oczywiście o pozwolenie na broń można się było starać, ale otrzymywali ją przeważnie sprawdzeni i uczciwi towarzysze, albo obywatele, co do których uczciwości i lojalności władza nie miała zastrzeżeń.

Współcześnie obowiązują nas przepisy wynikające z Ustawy o broni i amunicji z dnia 21 maja 1999 roku, w której to zapisano, że zabrania się używania broni białej w postaci "ostrzy ukrytych w przedmiotach niemających wyglądu broni" oraz noży połączonych z kastetami ze względu na zakaz obejmujący kastety.
Poważne nieprzyjemności mogą nas spotkać również w przypadku, jeśli weźmiemy ze sobą nóż na imprezę masową, co wynika z art. 8. 2. Ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych z dnia 20 marca 2009 roku, w którym napisano między innymi: "Zabrania się wnoszenia na imprezę masową i posiadania przez osoby w niej uczestniczące broni lub innych niebezpiecznych przedmiotów...". Co prawda nie wspomniano w tym przypadku o nożach i innych przedmiotach ostrych, ale większość prawniczych interpretacji tej ustawy wymienia właśnie noże, jako przedmioty niebezpieczne lub potencjalnie niebezpieczne. Nie ma sensu więc niepotrzebnie ryzykować.

Pozostaje nam też pamiętać o art. 50a Kodeksu wykroczeń:
"§ 1. Kto w miejscu publicznym posiada nóż, maczetę lub inny podobnie niebezpieczny przedmiot, a okoliczności jego posiadania wskazują na zamiar użycia go w celu popełnienia przestępstwa, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny nie niższej niż 3000 zł.
§ 1a. Tej samej karze podlega, kto będąc uczestnikiem przejazdu zorganizowanej grupy uczestników masowej imprezy sportowej, posiada przedmioty określone w § 1 lub wyroby pirotechniczne.
§ 2. W razie popełnienia wykroczenia określonego w § 1 lub 1a orzeka się przepadek przedmiotów stanowiących przedmiot wykroczenia, choćby nie stanowiły własności sprawcy". 
Pozostawiającym niestety, jak widać, bardzo szerokie pole do interpretacji. 

I to wszystko, choć od czasu do czasu pojawiają się zakusy, by wprowadzić nowe ograniczenia - co zaskakujące, pomysły te lęgną się po prawej stronie sceny politycznej.


Samosąd na wsi. "Tajny detektyw" 1932-1933 r.


Ale jeśli wydaje się nam, że żyjemy w czasach szczególnie niebezpiecznych, w epoce, w której za każdym rogiem czyhają "nożownicy" gotowi pozbawić nas zawartości portfela czy nawet życia, to warto przypomnieć sobie jak to niegdyś bywało. I to wcale nie w czasach odległych, jako przykłady podam bowiem informacje pochodzące z wieku XX, a skupię się głównie na II Rzeczypospolitej i PRL.

Skrótowo, tytułem wstępu. Jeszcze w drugiej połowie XVIII wieku, po reformach wprowadzonych między innymi staraniem Komisji Dobrego Porządku, a dotyczących systemu prawnego i organizacji instytucji i organów odpowiedzialnych za prawo i porządek, stan bezpieczeństwa w kraju poprawił się na tyle, że Rzeczpospolita uchodziła w oczach podróżujących po niej obcokrajowców za kraj bezpieczny, w odróżnieniu na przykład od Rosji (St. Milewski "Szemrane towarzystwo niegdysiejszej Warszawy"). Zmieniać się to zaczęło na niekorzyść dopiero po utracie niepodległości w wyniku rozbiorów, a szczególnie po wojnach napoleońskich.

Każdy konflikt zbrojny, zwłaszcza jeśli prowadzi do wyniszczenia kraju na taką skalę jak miało to miejsce w przypadku Polski po każdej z wojen światowych, doprowadza do zniszczenia więzi społecznych, upadku wartości i ogólnego rozprężenia. To wszystko w połączeniu ze znajdującymi się w rozsypce, lub formującymi się dopiero władzami i aparatem policyjnym sprzyja rozwojowi przestępczości. Swoje dokładały też odziedziczone po zaborcach, a zwłaszcza po zaborze rosyjskim skorumpowana administracja i mniej lub bardziej niewydolne systemy prawne.
O tym, w jakim stanie znajdowała się gospodarka Polski po zakończeniu I Wojny Światowej pisałem już wyżej, wspominałem też, że panowało potężne bezrobocie i głód, jakiego dzisiaj sobie nie potrafimy wyobrazić. Oprócz innych czynników te również były przyczyną tego, że na niewyobrażalną skalę rozprzestrzeniła się również przestępczość, z której zwalczaniem nie radził sobie młody, raczkujący dopiero aparat państwowy.

II Rzeczpospolita nie była oazą spokoju i w zasadzie przez całe dwudziestolecie między wojenne wrzały społeczne niepokoje wynikające z różnych przyczyn, a dodatkowo odrodzone państwo zmagało się z prawdziwą plagą przestępczości. W latach dwudziestych i trzydziestych na terenie całego kraju dochodziło do bandyckich napadów na przechodniów, podróżnych, na pociągi, a nawet dwory czy całe wsie, działali zarówno pojedynczy przestępcy, jak szajki bandyckie kontrolujące nierzadko znaczne obszary miast. Wymuszano haracze, podkładając czasem nawet bomby w domach opornych, kwitło złodziejstwo, porywano dla okupu, handlowano ludźmi, a zwłaszcza kobietami zmuszanymi do prostytucji w kraju, lub wywożonymi do domów publicznych za granicę. Skala tego zjawiska była ogromna.

Nie lepiej żyło się na wsi, którą nękały podobne problemy jak mieszkańców miast, dodatkowo, ze względu na szczupłość sił policyjnych na prowincji, chłopi musieli sobie dawać radę sami. Ciekawie na ten temat pisze pani Monika Piątkowska omawiająca w swojej książce przestępców działających w przedwojennej Polsce: "Napad rabunkowy był czymś, z czym należało się liczyć niemal każdej nocy. Dlatego właśnie już na początku lat dwudziestych wiele wsi zaczęło powoływać pod broń własne straże. Wiejskie patrole wyruszały na obchód po zmierzchu, uzbrojone w kije, widły, noże i strzelby".


Zwyrodnialec w lesie. "Tajny Detektyw" 1932-1933 r.


Jakby tych "atrakcji" było mało, powszechne na wsi były bójki, i to bójki, o których nam się dzisiaj nawet nie śniło. Od zwykłych kłótni sąsiedzkich, poprzez spory między całymi rodzinami, aż po bitki między wsiami. Bito się gwałtownie, nierzadko nie przebierając w środkach, a co ciekawe, walczyły między sobą nawet grupy z jednej wsi. Często bito się też na weselach, co nie kończyło się wcale przerwaniem zabawy, a jeśli już to tylko na chwilę. Dominującą grupą wśród wszczynających awantury byli ludzie młodzi, tzw. kawalerka, skupiona zazwyczaj wokół jednego prowodyra.
Ludzie potrafili bić się z nudów, dla rozrywki, w imię solidarności grupowej lub po prostu by udowodnić przeciwnikom "kto tu rządzi". Zdarzały się nawet zabójstwa, ale takie przypadki były w większości potępiane, bo w wiejskich starciach nie chodziło wcale o to, żeby kogoś zabić.

Jako ciekawostkę przytoczę, że jednym z podstawowych narzędzi używanych podczas tych awantur były noże, jednak zgodnie z tym, co napisałem wyżej, w większości używano pospolitych, małych kozików, czy też innych scyzoryków, a nie wielkich noży, którymi łatwo było kogoś zabić nawet przypadkiem. Noży używano jednak w scysjach tak powszechnie, że wypadków śmiertelnych nie dało się uniknąć całkowicie. Wspomina o tym Andrzej Perzanowski w swojej pracy poświęconej wiejskim bójkom właśnie:  "Liczne są opisy zabójstw dokonanych nożami, równie często jednak wspomina się o używaniu nie długich noży, a scyzoryków, nie mogących być przyczyną śmierci."9
Powszechne noszenie noży na wsi nie świadczyło bynajmniej o tym, że każdy z właścicieli tego narzędzia gotowy był go w każdej chwili użyć w niezbyt zbożnym celu, posiadanie noża stanowiło swego rodzaju pozę, o czym świadczyć może relacja pana Konopki ze wsi Kadzidło (Kurpie): "...jeszcze 20-30 (lat temu), to każdy kawaler taki starszy, chodzili w butach skórzanych z cholewami, i każdy miał zatknięty nóż za cholewę... On go nie używał, ale miał."10

Bójki wiejskie "popularne" były w całym kraju na wiele lat przed powstaniem II Rzeczypospolitej i jeszcze długo po II Wojnie Światowej, zaczęły zanikać dopiero za czasów PRL, lecz proces ten trwał długie lata i w żadnym razie nie uległ zakończeniu. Nadal na wiejskich (i nie tylko wiejskich) zabawach dochodzi do ekscesów z udziałem sporych, "wrogich" sobie grup - bezsprzecznie jednak używanie niebezpiecznych narzędzi do rozwiązywania wszelkiej maści konfliktów jest znacznie rzadsze niż dawniej. 
Jeśli idzie konkretnie o okres międzywojenny to z czasem, coraz lepiej działająca policja ograniczyła przestępczość w kraju, ale i tak, według dzisiejszych standardów codzienne życie w II Rzeczypospolitej pełne było niebezpieczeństw.

Aby jednak oddać pełny obraz sytuacji jeśli idzie o bójki, należy na zakończenie tego tematu zaznaczyć, że nie stanowiły one wyłącznie domeny wsi, również i w miastach bito się dość często, w różnych miejscach, w różnych okolicznościach i z różnych powodów. I podobnie jak w przypadku bójek wiejskich nie chodziło tu przeważnie o bandyckie porachunki. 
Oczywiście także i podczas miejskich awantur używano noży, a ślady tego możemy znaleźć chociażby w jednej z licznych piosenek łódzkich robotników:


"Kiedy piwo wypili,
siubranego tańczyli.
Felek majcher zza koła,
odbijanego woła.

Bierze Antkowi Mańkę,
a ten ciach go pod bańkę.
Felek kaszkiet poprawia,
długo się nie zabawia.

Że nie był salonowcem,
złechtał go sprężynowcem,
Zanim glina przybyła,
już karetka trąbiła..."11


Po przeczytaniu kilku artykułów dotyczących stanu bezpieczeństwa w przedwojennej Polsce z ciekawości zapytałem mojego dziadka (ur. 1926 r.), czy faktycznie w II Rzeczypospolitej panowało takie bezhołowie i czy życie w tamtym okresie rzeczywiście było aż tak niebezpieczne. Dziadek uczciwie przyznał, że nie przypomina sobie, by czuł się specjalnie zagrożony ale, jak zaznaczył, był wtedy dzieckiem, które przecież zupełnie inaczej postrzega świat. No i mieszkał w Poznaniu, jednym z największych miast Polski, co z pewnością również miało znaczenie. Napomknął jednak o tym, że być może, jeśli dochodziło do takich aktów bezprawia to raczej we wschodniej części kraju.


Filmowe wyobrażenie bandytów z pierwszej połowy lat czterdziestych XX w. Kadr z serialu "Czterej pancerni i pies" 1969 r.


Lata po II Wojnie Światowej to również czas niepokoju, typowy dla takich okresów w historii każdego kraju, w naszym przypadku swoje dołożyła także zmiana ustroju, która została społeczeństwu narzucona bez pytania, czy tego chciało, czy nie. Chociaż fakt, referendum przecież było i teoretycznie naród wybrał... 
Polska Rzeczpospolita Ludowa była w zasadzie państwem autorytarnym, podobnie jak II Rzeczypospolita u kresu swego istnienia, jednak mimo wszystko władze  PRL mniej liczyły się z tym, co mają do powiedzenia jej polityczni przeciwnicy. Właściwie, to wcale się z nimi nie liczyły. Władze ludowe, zwłaszcza w początkowej fazie rządów zdecydowanie nie przebierały w środkach, stosowały też metody, które mimo wszystko obce były rządzącym w II RP, to przynosiło efekty także w zwalczaniu pospolitej przestępczości. Nie oznacza to oczywiście, że za czasów PRL nie funkcjonowali przestępcy, do mniejszych i większych aktów łamania prawa rzecz jasna dochodziło, jednak, co znamienne, część z nich miała miejsce za wiedzą i zgodą funkcjonariuszy resortów siłowych państwa, ale to już zupełnie inna opowieść.

Po 1989 roku nowe, demokratyczne władze uznały, że społeczeństwo jest już na tyle dojrzałe (to oczywiście jedna z przyczyn), że można znacznie ograniczyć uprawnienia policji. To, w połączeniu z zawieruchą wywołaną przez zmianę ustroju, zasad i stosunków społecznych poskutkowało gwałtownym wzrostem przestępczości na początku lat dziewięćdziesiątych. Z czasem sytuacja unormowała się, choć oczywiście współcześnie pospolity bandytyzm, złodziejstwo, etc. nie zanikło, ale utrzymuje się na poziomie porównywalnym z innymi, ustabilizowanymi państwami demokratycznymi.



Polskie plakaty propagandowe z czasów wojny polsko-bolszewickiej 1919-1921 r.


Na zakończenie tego rozdziału słów kilka o nożach w kontekście złej o nich opinii; a w zasadzie niezbyt dobrej opinii i podejrzliwości wobec osób noże na co dzień noszących.
Przyznać należy, że zła sława tego narzędzia nie wzięła się znikąd (choć niekoniecznie jest zasadna w odniesieniu do przedmiotu), nie jest też ani nowa, ani nie dotyczy wyłącznie naszego kraju. Rzecz jasna, jak już napisałem w jednym z pierwszych rozdziałów, przenoszenie odpowiedzialności z człowieka na narzędzie nie jest słuszne i zakrawa na dziecinną próbę przerzucenia winy i zganienia jej na kogoś lub coś innego, niemniej jednak zaprzeczyć nie sposób, że te pożyteczne narzędzia cieszą się również i wspomnianą wyżej złą sławą i dość łatwo można wyjaśnić skąd się ona wzięła.
Zdecydowanie jednak wszystko zależy od kontekstu.

Zupełnie inaczej potraktujemy przecież nóż którym strugał nam łódki nasz dziadek, czy ojciec, nóż którym mama przygotowywała dla nas posiłki, nóż którym graliśmy z przyjaciółmi "w noża", nasz nóż turystyczny, czy harcerski - a zupełnie inaczej, ten sam nóż (wzór, model) w rękach czającego się w ulicznym zaułku bandziora. Powtórzę więc, należy pamiętać o kontekście, o czym wielu opiniotwórców zdaje się, niestety, zapominać.
Zaprzeczyć nie sposób, że noże przez wieki stanowiły również podręczną broń bandytów wszelkiej maści, stały się więc w powszechnej świadomości atrybutem bandytów, skojarzone z nimi na takiej samej zasadzie, na której kojarzymy górnika z kilofem, krawca z metrem krawieckim i igłą, czy budowlańca z łopatą, tyle tylko, że w tym przypadku "profesja" użytkownika raczej nie służyła dobru społeczeństwa. Ponadto nie raz przecież, noże służyły wszelkiej maści rzezimieszkom do rozstrzygania osobistych porachunków, używali ich 
uczestnicy wielu tragicznych bójek, w których nierzadko to nóż w ręce ostatecznie rozsądzał "kto ma rację" i wreszcie mniej lub bardziej przypadkowi zabójcy w afekcie.

Przez setki lat słowo "nożownik" oznaczało wyłącznie rzemieślnika wykonującego noże, zaczęło się to zmieniać, mniej więcej w ostatniej ćwierci XIX wieku.
Wraz z dziewiętnastowiecznym, dynamicznym rozwojem przemysłowym w miastach zaczęła kształtować się warstwa robotnicza, na którą składała się miejscowa ludność miejska oraz w większości, masy biednej ludności napływającej w poszukiwaniu prazy do miast ze wsi. Przeludnienie, złe warunki bytowe i ogólnie niskie standardy życia spowodowały między innymi również wzrost przestępczości, w tym oczywiście przestępstw, w których jako narzędzi używano noży. 
Z czasem problem załatwiania porachunków za pomocą noży stał się niezwykle palący, do tego stopnia, że w 1900 roku wydano nawet umoralniającą książeczkę pt. "Nożownik" autorstwa Wacława Gąsiora. 



"Nożownik" Wacław Gąsior 1900 r.


Właśnie pod koniec XIX wieku zaczęto pisać w prasie o pladze bandyckich napadów z użyciem noży, przenosząc określenie nożownik z rzemieślnika również na bandytę z nożem. Proces ten nie nastąpił oczywiście nagle i nie jednocześnie w całym kraju, jeszcze w 1897 roku w warszawskich gazetach pisano na przykład: "Przechodzę do wielkiej dolegliwości warszawskiej, jaką tworzy rozwielmożniające się z dniem każdym... nożownictwo. Wyraz ten niezawodnie jest wam obcym w tem rozumieniu, jakie u nas jest przyjęte, przyszedł zaś on do Warszawy z tego kolosu fabrycznego, który się nazywa Łodzią. W Łodzi więc pojawili się po raz pierwszy "nożownicy", nie ci, którzy wyrabiają brzytwy, scyzoryki i t. p., ale ci, którzy jako jedynej broni, jako jedynego narzędzia przy załatwianiu kłótni używają dobrze wyostrzonego, długiego obosiecznego noża."12

Dalej autor pisze, że dopiero dzięki działaniom łódzkiego policjamjstra Chrzanowskiego udało się nad tą plagą w Łodzi zapanować, natomiast alarmującym tonem zauważa i ostrzega, że przeniosła się ona do Warszawy: "W ostatnich miesiącach "nożownictwo" przybrało wymiary tak zastraszające, że ostatecznie cała prasa warszawska podniosła wielki alarm. W biały dzień, na ulicach nieodległych nawet od centrum miasta zdarzały się wypadki, że przechodnie "Bogu ducha winni" zaczepiani byli przez indywidua, które nie dla rabunku, ale ot ! tak sobie dla sportu wszczynały awanturę po to jedynie, ażeby utopić w ciele nóż świecący."13
Zauważcie jednak, że żurnalista cały czas używa na określenie bandytów słowa "nożownik" w cudzysłowie, była to więc wciąż nowinka językowa, a potwierdzeniem tego jest nie tylko właśnie zastosowanie takiej formy, ale przede wszystkim jasne sformułowanie takiej opinii przez dziennikarza.

Nowe, pejoratywne znaczenie słowa nożownik musiało jednak zyskiwać na popularności dość szybko, skoro już w 1900 roku ówcześni warszawscy nożownicy zaczęli zauważać problem i zastanawiać się nad jego rozwiązaniem. Nie znalazłem jednak potwierdzenia na to, czy zmiana nazwy cechu, o której możecie przeczytać poniżej faktycznie nastąpiła. W każdym razie z pewnością nie był to problem wielkiej wagi (w każdym razie nie wszędzie) na co dowodem mogą być zapisy w np. księgach adresowych Krakowa, gdzie jeszcze tuż przed wybuchem II Wojny Światowej obok imienia i nazwiska oraz adresu rzemieślnika stało dumne: nożownik.



Podana w żartobliwy sposób prasowa wzmianka o zamysłach warszawskich nożowników. 1900 r.

W 1903 roku wciąż nie udało się zahamować wzrastającej fali bandyckich napadów z nożami w roli narzędzia zbrodni, czemu poświęcony jest kolejny prasowy artykuł, w którym przeczytać możemy o konieczności zintensyfikowania działań zapobiegających temu zjawisku. Wspomina się w nim o niedawnym zaostrzeniu kar dla "nożowników" i zamiany aresztu policyjnego na karę więzienia związaną z przymusem pracy, dziennikarz zastanawia się też nad wprowadzeniem za bezprawne użycie noża kar cielesnych w postaci chłosty na wzór Danii i Anglii, w których to krajach problem ten również wtenczas występował. Zauważa przy tym, że byłby to być może konieczny i skuteczny, choć "...wsteczny krok w dziedzinie kultury naszej...".14
W tym samym artykule autor omawia nie tylko skutki, ale wskazuje również przyczyny istniejącego stanu rzeczy. Jako środki zapobiegawcze proponuje konieczną "interwencyję filantropii" mającą na celu roztoczenie opieki, nie tylko materialnej ale i moralnej "...nad tą masą bezdomnych opuszczonych dzieci, które nie mają rodziców, lub dzieci, których rodzice odsiadują kary w więzieniach (...)"15 oraz "Patronat nad więźniami, a szczególniej opuszczającymi więzień...".16

Co ciekawe, żurnalista opisując problem używa już określeń nożownictwo, nożownik oraz nożowiec bez cudzysłowów, zaznaczając jednak uczciwie we wstępie: "Pomijam na razie pytanie, o ile wyraz nożownik właściwie został tu zastosowany, zarówno, jak i nowo wykuty wyraz nożowiec, a przechodzę do samej sprawy, która obecnie znalazła się na porządku dziennym."17

W każdym razie ówczesna i późniejsza plaga napadów nożowców z pewnością miała wpływ na postrzeganie tego narzędzia przez ogół społeczeństwa, choć paradoksalnie, wciąż daleko było współczesnym do dzisiejszych reakcji społecznych na widok choćby większego scyzoryka. 

Truizmem będzie napisać, że noże jako przedmioty poręcznie i łatwe do ukrycia były nie tylko narzędziem ale i skuteczną bronią, której używano nie zawsze w zbożnym celu, i to już od czasów najdawniejszych (by wspomnieć chociażby przypadek Juliusza Cezara). I choć z drugiej strony z pewnością uratowały niejedno ludzkie życie to jednak kojarzyły się również bezsprzecznie z zagrożeniem, zdradą i skrytobójstwem. Świadczyć o tym może choćby jedno z najpopularniejszych powiedzeń, w którym nóż pełni główną rolę, czyli "wsadzić komuś nóż w plecy". I jego wiele odmian.



Polskie plakaty propagandowe z czasów wojny polsko-bolszewickiej 1919-1921 r.


Ta negatywna opinia w wersji alegorycznej jest silna i powszechnie obecna również w oficjalnej propagandzie (także i dziś), przedstawianie przeciwników i wrogów pod postacią bandytów i zdrajców czyhających tylko na to, by wbić nam nóż w plecy nie jest pomysłem nowym. Już dziesiątki lat wstecz np. na wojennych plakatach z czasów wojny polsko-bolszewickiej używano tej retoryki, ale co ciekawe, nie jest to wcale wymysł polskiej propagandy. "Noża w plecach" jako symbolu zdrady oraz przedstawiania przeciwników, czy przedstawicieli innych narodów jako dzikusów czających się z nożem na nasze ideały i wartości używano powszechnie, widziałem np. hiszpańskie, sowieckie, francuskie, brytyjskie i niemieckie plakaty propagandowe z tym motywem. Nie jesteśmy więc, jako ogół społeczeństwa przypadkiem odosobnionym.



Rysunek Artura Szyka z 1939 roku oraz sowiecka ulotka agitacyjna rozrzucana po wtargnięciu wojsk sowieckich do Polski 17 września 1939 roku.


Wróćmy jednak do czasów pokoju.
O ile niegdyś w powszechnej opinii społecznej potrafiono, jak mi się wydaje, oddzielić niegroźne w zasadzie scyzoryki i koziki, stanowiące podstawowe wyposażenie przynajmniej męskiej części naszej populacji od noży większych (uogólnienie), które w ostatnich dwustu latach postrzegano w inny sposób, to dzisiaj, u co wrażliwszych nawet mały scyzoryk potrafi wzbudzić panikę. Czy słusznie? Cóż...
W każdym razie pogodzić się musimy z tym, że nasze ulubione narzędzia nie przez wszystkich postrzegane będą jako niezwykle pożyteczne i niezbędne przedmioty codziennego użytku (zwłaszcza, że przecież niektóre z typów noży zdecydowanie użytkowe i praktycznie nie są i nie służą bynajmniej do obierania jabłek - co nie jest jednoznaczne z tym, że są to narzędzia mordu), co oczywiście nie zmienia faktu, że ze złymi stereotypami dotyczącymi wszystkich osób noszących noże walczyć należy.



1 "Wratislavia antiqua. Broń biała na Śląsku XIV-XVI w." Lech Marek
2 "Władza państwowa, a posiadanie przez obywateli broni na przestrzeni dziejów" Jerzy Kasprzak
3
"Przepisy porządkowe na zjazdach elekcyjnych w latach 1587-1674" Tomasz Kucharski
4 "Władza państwowa, a posiadanie przez obywateli broni na przestrzeni dziejów" Jerzy Kasprzak
5 "Powstanie i działalność oddziału Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego w Łomży do roku 1918" Redakcja portalu historiałomzy.pl
6 "Władza państwowa, a posiadanie przez obywateli broni na przestrzeni dziejów" Jerzy Kasprzak
7 Tamże.
8 "Życie przestępcze w przedwojennej Polsce. Grandesy. Kasiarze. Brylanty" Monika Piątkowska
9 "Bzij, zabzij, ja honorem ręce... Bójka wiejska - walka i rytuał. " Andrzej Perzanowski
10 Tamże.
11 "Polska karczma" Bohdan Baranowski
12 1897 r.
13 Tamże.
14 "Gazeta Handlowa" nr 279, 26 listopada 1903 r.
15 Tamże,
16 Tamże,
17 Tamże


Janusz Łangowski




Utworzony: sobota, 26 października 2013 01:00 | Poprawiony: czwartek, 02 marca 2017 15:54
Nóż w Polsce - Co wolno, a co nie?
PDF Drukuj
 
Ocena użytkowników: / 46
SłabyŚwietny 
Projekt i realizacja: na6.eu .

Pliki cookies! Ta strona używa plików cookies aby lepiej spełniała Twoje oczekiwania oraz do prowadzenia statystyk odwiedzin.
Można zablokować zapisywanie plików cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej szczegółów o plikach cookies tutaj -> wszystkoociasteczkach.pl.
OK, rozumiem!