Ten czas zatrzymał się 20.03.2017
Aktualności

Navaja.pl na Facebook

Nóż w Polsce

Scyzoryk myśliwski Gerlach

Więcej …

Cold Steel Peace Keeper I

Wstęp

Lubię symetrię więc sztylety siłą rzeczy zawsze mi się podobały, tak się jednak jakoś złożyło, że nigdy nie miałem okazji pobawić się żadnym z nich dłużej. Zawsze jednak musi być ten pierwszy raz, więc kiedy tylko zdarzyła się możliwość opisania jednego z nich to skwapliwie skorzystałem z okazji.
Ps. O symetrii będzie sporo, wybaczcie powtórzenia.

Standardowo podchodzę do noża z punktu widzenia laika, to znaczy: oceniam jak się nożykiem pracuje, czy jest wygodny i kilka innych podstawowych rzeczy, które są moim zdaniem najistotniejsze podczas użytkowania. To, kto go wyprodukował (logo) i jakich supermateriałów użył (czyli podniecanie się nożem tylko i wyłącznie dlatego, że jest wykonany z  np.S30V),  jest dla mnie sprawą drugorzędną, jeśli nóż się sprawdza to może być zrobiony ze zwykłej nierdzewki – tyle w kwestii ideologicznej.
Aha. Staram się być obiektywny, choć czasem przychodzi mi to z trudnością.

„Cold Steel Inc.” –  amerykańska firma z miasta Ventura w Kalifornii, założona i prowadzona przez Lynna Thompsona. To człowiek legenda tej firmy i bez kozery można napisać, że „Cold Steel” to on. Supermyśliwy, superspecjalista od sztuk walki, superspec od noży – ogólnie mówiąc super w każdym calu. „Cold Steel” słynie z doskonałego marketingu i promocji - firma wypuściła na rynek uaktualnianą płytę z filmikiem „Solid proof”, na której jej pracownicy prezentują możliwości produktów wypuszczanych przez tą firmę. Od 2004 roku firma „Cold Steel” organizuje „Cold Steel Challenge” – to cykliczna impreza na której według założenia można sprawdzić swoje umiejętności „wojownika”  czyli porzucać nożem, powalczyć na miecze, noże, porzucać toporkami itd. itp. Jak można przeczytać na stronie internetowej „Cold Steel”, „Cold Steel Challenge” to „celebracja życia wojownika” - cokolwiek to znaczy. Fajna zabawa dla zainteresowanych, a przy okazji kolejny znakomity sposób na wypromowanie firmy.





Dane techniczne:

(pomiar własny)

Długość całkowita:  31 cm
Długość głowni:  18,1 cm
Długość rękojeści: 12,9 cm
Stal:  4116 Krupp
Waga: 224 g
Grubość głowni: 4 mm
Szerokość głowni (w najszerszym miejscu): 3,3 cm
Materiał rękojeści:  Kraton
Szlify: wklęsłe

Wygląd, jakość i estetyka wykonania

Podobają mi się sztylety, mają elegancką linię i w założeniu wszystko symetryczne, a ja lubię symetrię, o czym zresztą już wspominałem. Najbardziej lubię te o liściastej głowni, Peace Keeper I właśnie taki jest chociaż jak na mój gust, jest trochę za duży.
Jest to nóż wykonany w Chinach. Wiadomo jednak, że jeśli firma zamawiająca produkt w tym kraju posiada sprawnie działający dział kontroli i ceni sobie swoją renomę, to mało prawdopodobne, że trafimy na bubel. Tego, że Chińczycy jeśli chcą to potrafią również nie trzeba tłumaczyć. Nóż jest po prostu wykonany naprawdę dobrze, jedynym mankamentem, który zauważyłem były nierówne „płazy” głowni w miejscu, w którym klinga po obu stronach delikatnie rozszerza się tworząc obustronny „brzuszek”. Różnica wynosiła jednak zaledwie milimetr i w zasadzie, na pierwszy rzut oka (i drugi też) jest niezauważalna. Skoro jednak z założenia sztylet ma być symetryczny, to nie mogłem tej wady pominąć. Szlify wyprowadzone są elegancko, obustronny notch jest symetryczny, linia sztychu nieznacznie faluje, ale odstępstwo od linii prostej jest tak minimalne, że opisuję to wyłącznie z kronikarskiego obowiązku.
Rękojeść z kratonu również wykonana jest bardzo dobrze, moletowanie jest wyraźne, ślad po wtryskarce widoczny i mógłby być bardziej oszlifowany jednak nie ma tragedii.”Szew” wokół rękojeści elegancko wykończony, gładki. Tuleja w otworze na linkę fazowana, umieszczona symetrycznie tuż przed zakończeniem rękojeści i lekko w niej zagłębiona.
Pochewka z tworzywa Secure-ex kształtem nawiązuje do linii głowni. Wykonana jest starannie i wykończona bez zarzutu. Stanowi połączenie trzech różnych materiałów, podstawę stanowi Secure-ex, z którego to materiału wykonano samą pochewkę, do pochewki przykręcony jest dwoma śrubami kształt z elastycznego tworzywa, do którego z kolei przyszyte jest ucho z cordury. Poza standardowym systemem mocowania posiada również otwory, na których można zamontować Tek-lok.
Generalnie wykonanie noża zasługuje na ocenę bardzo dobrą.

 

 

 




Ergonomia

Peace Keeper I to naprawdę duży nóż, wywołuje silne reakcje u widzów jednakże nie o tego typu wrażenia tu przecież chodzi. Duży nóż to zazwyczaj duża rękojeść, co ma niebagatelny wpływ na ergonomię. W tym nożu długość użytkowa rękojeści wynosi około 12 cm czyli śmiało można stwierdzić, że nawet osoby o bardzo dużych dłoniach powinny być  usatysfakcjonowane. Symetryczna rękojeść wypełnia wnętrze dłoni, wyprofilowana jest ona w ten sposób, że osiąga swą największą szerokość i grubość mniej więcej na wysokości palców środkowego i serdecznego (trzymając nóż tuż przy jelcu), następnie stopniowo zwęża się w kierunku zakończenia, które również jest poszerzone, co zapobiega zsunięciu się dłoni z noża. Kształt i sposób wyprofilowania rękojeści sprawiają, że trzymając nóż w dłoni ani przez chwilę nie mamy wrażenia, że może się on z niej w sposób niekontrolowany wysunąć. Kraton rękojeści jest agresywnie moletowany, co wydatnie zwiększa pewność chwytu ale paradoksalnie jest to też w pewnym sensie wadą – napiszę o tym w kolejnej części opisu.




Praca

Warto na początek zastanowić się, do czego przeznaczone są sztylety. Pomijając funkcje dekoracyjne i ozdobne, są to dla mnie przede wszystkim noże do, nie bójmy się użyć tego słowa, zabijania. Siłą rzeczy więc zastosowanie ich w codziennych czynnościach jest w znacznym stopniu ograniczone, no chyba, że ktoś jest żołnierzem, najemnikiem lub psychopatą. Należy o tym pamiętać.
Jak już napisałem wcześniej Peace Keeper I to duży nóż. Duże noże są zazwyczaj  nie za bardzo „odnajdują się” w codziennych czynnościach (no chyba, że chodzi o nóż kuchenny lub  wyspecjalizowany nóż do ciężkich prac). Środek ciężkości tego sztyletu ciąży ku rękojeści, więc pomimo swojej wielkości nie za bardzo nadaje się on do ociosywania np. gałęzi, rąbania itp. cięższych prac (chociaż muszę przyznać, że byłem zaskoczony jak dobrze radził sobie z odcinaniem gałązek o grubości do ok 1,5 cm, udawało się raz za razem. Są to jednak drobiazgi). Nóż ten posiada niski szlif wklęsły, a w zasadzie cztery niskie szlify wklęsłe, także jeśli idzie o cięcie żywności to owszem, kroił świetnie, ale do pewnego momentu. Później już tylko rozłupywał materiał. Testowałem go w kuchni na różnych produktach żywnościowych i efekt był zawsze taki sam, co zresztą niespecjalnie mnie zdziwiło. Oczywiście dało się nim przygotować posiłek, nawet marchewkę oskrobać, jak w zasadzie każdym nożem, ale siłą rzeczy nóż ten nigdy nie będzie spełnieniem marzeń kucharza. To akurat jest dość oczywisty wniosek.
Postanowiłem więc zabrać go do lasu.
Bardzo przyjemnie ostrzyło się nim patyki, o rąbaniu czegokolwiek większego mogłem oczywiście zapomnieć ponieważ oprócz tego, że nóż jest przeważony na rękojeść to dodatkowo głownia jest bardzo lekka i w czynność tą należałoby włożyć zbyt wiele siły i czasu, by efekt wart był tego. Co nie oznacza, że na upartego nie można by tego zrobić. Tylko po co.
Ponieważ z założenia sztylet jest nożem służącym do kłucia i zasadniczo zadaje cię nim pchnięcia lub tnie w sposób zupełnie odmienny od standardowych noży innego typu, byłem bardzo ciekaw, jak nóż ten się sprawdzi w konfrontacji z drewnem (z braku odpowiedniej do testów tuszy zwierzęcej).
Peace Keeper I ma delikatny czubek (w każdym razie nie wzbudził on we mnie zaufania), co jest zrozumiałe ponieważ zadaniem tego noża jest głęboka penetracja mięsa a nie podważanie drzwi jednak wzbudziło to we mnie pewien niepokój. Nie byłem pewien, czy czasem nie ułamie się on podczas wbijania w drewno.
Zacząłem więc ostrożnie i delikatnie. Muszę przyznać, że nóż ten wchodzi w drewno jak w masło, każdorazowo, nawet przy niezbyt silnym pchnięciu czy uderzeniu zagłębiał się na głębokość kilku centymetrów. Czubek wytrzymał. Ośmieliło mnie to na tyle, że zacząłem przykładać do uderzeń coraz większą siłę i muszę przyznać, że była to fajna zabawa. Drewno po obfitych opadach deszczu było spuchnięte od wody, ale nóż każdorazowo  wchodził weń głęboko i bez problemów. W niektóre osłabione, lecz nie spróchniałe pniaki wbijał się aż po rękojeść. Wydaje mi się, ze dobrze sprawdził się w tej roli.
Cięcie drewna wypadło mniej efektownie, nóż zagłębiał się raz głębiej raz płycej – pamiętajmy jednak, że drewno jest dość twardym materiałem, zwłaszcza jeśli cięcia wyprowadzane są uderzeniami, śmiem twierdzić, nawet bez sprawdzania, że ludzkie czy zwierzęce ciało nie wytrzymałoby tej konfrontacji tak dobrze jak drewno.
Spróbowałem też podważania i wykręcania, jednak bez szaleństw. Mając w pamięci obawy, być może irracjonalne, dotyczące słabości czubka oraz fakt, że nóż nie jest moją własnością wolałem nie ryzykować. Wbijanie na centymetr w drewno i wykręcanie „nie zrobiło na nożu wrażenia”, podważanie grubej kory również, ale przyznam się wam szczerze, że to nie były żadne poważne testy, także sprawa wytrzymałości czubka pozostaje otwarta.

Jest jeszcze jedna rzecz, o której powinienem napisać. Chodzi mianowicie o rękojeść. Po kilkunastu mocniejszych pchnięciach i uderzeniach silnie dał mi się we znaki agresywnie moletowany kraton. Nóż trzymał się dłoni pewnie, nie wykazując żadnych tendencji do wyślizgiwania się, jednakże takie, a nie inne moletowanie sprawiło, że jeszcze na drugi dzień miałem otarcia naskórka. Naprawdę niezbyt przyjemna sprawa. Zakładając jednak, że podstawowym zadaniem tego moletowania ma być to, żeby nóż się nie wyślizgiwał to w pełni się ono sprawdziło. Z drugiej strony, tak prawdę mówiąc to ilu wrogów musielibyśmy usunąć z tego świata w ciągu jednego dnia, by poczuć się niekomfortowo z powodu otarcia naskórka? Sporo chyba i to zakładając, że „pracowalibyśmy” bez rękawic.









Pochewka.
Wkładając nóż do pochewki musimy go dopchnąć by wskoczył na właściwe miejsce, Pochwa posiada wewnątrz dwie, obustronnie umieszczone podłużne wypustki - po wciśnięciu noża wypustki te „zaciskają się” za jelcem zabezpieczając nóż przed wypadnięciem. To się naprawdę sprawdza - pomimo wielu starań nie udało mi się wytrząsnąć noża z pochewki. Jeśli jednak musimy użyć siły by wcisnąć nóż do pochewki, to musimy również użyć siły by go stamtąd wyłuskać. Biorąc pod uwagę przeznaczenie tego typu noży jest to wada moim zdaniem. Aby wydobyć nóż, musimy najpierw odpiąć opaskę (o niej niżej), następnie wyszarpnąć nóż z pochewki, co jest utrudnione nie tylko przez wypustki, które go przytrzymują ale też przez sposób mocowania noża do paska (o tym również niżej). Częściowym rozwiązaniem jest zaparcie dłoni kciukiem o pochewkę i wyciąganie noża pozostałymi palcami. Jednakże to, co jest zaletą, która zapobiega przypadkowemu zgubieniu noża jest wadą jeżeli za zaletę uznamy możliwość szybkiego dobycia broni. Krótko mówiąc, w przypadku żołnierza, który musi błyskawicznie dobyć noża jest to poważna wada, ale w przypadku cywila, który po prostu lubi sztylety i raczej nie ma zamiaru nikogo zabijać „niewypadalność” noża to zaleta.
Dodatkowym zabezpieczeniem jest cordurowa opaska na zatrzask, głównym jej zadaniem jest jednak przytrzymywanie noża przy pasie ponieważ kolejne zabezpieczenie przed wypadnięciem noża naprawdę nie jest konieczne. Jeśli nieprawidłowo włożymy nóż do pochwy (za płytko) to będziemy mieli problem z dociśnięciem zatrzasku i od razu odczujemy, że „coś jest nie tak”.
Uszko pochewki jest bardzo szerokie, można w nie wsunąć dwa standardowej szerokości pasy wojskowe, zapina się ono na rzep pośrodku którego umieszczony jest zatrzask. Jest ono rozpinane, jak napisałem przed chwilą, jednak możliwość regulacji jego szerokości jest bardzo ograniczona. Nie chodzi o to, że jest to niemożliwe, ale np. zmniejszając czy też zwiększając średnicę ucha tracimy pewność zapięcia ponieważ siłą rzeczy powierzchnia rzepa utrzymująca ucho „w zapięciu” jest znacznie mniejsza. No i oczywiście zatrzask przestaje spełniać swoją rolę dodatkowego zabezpieczenia.
Szerokość ucha ma też niestety wpływ na wyciąganie noża z pochewki, co zasygnalizowałem już wcześniej. Problem polega na tym, że przy standardowo zapiętym i zabezpieczonym zatrzaskiem uchu jego szerokość jest zbyt duża, podczas wyciągania noża całość „podjeżdża” w górę wymuszając nienaturalne ułożenie ręki i utrudniając wyjęcie sztyletu. To bardzo niewygodne, a możliwość regulacji szerokości ucha znacznie ograniczona. Problem oczywiście znika jeśli przytrzymamy pochewkę drugą dłonią ale jak wiadomo, nie zawsze mamy taką możliwość, no i nie o to przecież chodzi.





Konkluzja

Wydaje mi się, że „Cold Steel” próbował osiągnąć kompromis i dostosować ten nóż zarówno do celów wojskowych jak i cywilnych, widać to zwłaszcza na przykładzie pochewki. Cóż, sztylet to sztylet i użytkowanie go jako noża EDC lub choćby jako podręcznego narzędzia na wypady turystyczne jest dość kontrowersyjne. Oczywiście, że można, ale po co skoro istnieją tysiące noży, które znacznie lepiej nadają się do tych celów. Czy nadaje się on jako nóż dla żołnierza? Trudno powiedzieć. Na to pytanie najlepiej mógłby odpowiedzieć zawodowy żołnierz, jednakże wydaje mi się, że raczej nie. Zbyt delikatna mimo wszystko głownia i niezbyt poręczna pochewka dyskwalifikują go do roli noża bojowego. W mojej opinii to nóż dla cywilnych entuzjastów „militariów” lub po prostu dla osób, które uwielbiają sztylety.

Serdeczne podziękowania dla taktyczni.pl za przekazanie noża do testów.

Janusz Łangowski

Tekst został napisany we wrześniu 2010 roku i umieszczony na stronach vortalu knives.pl:
http://www.knives.pl/forum/index.php/topic,99845.0.html

Utworzony: niedziela, 23 stycznia 2011 18:04 | Poprawiony: środa, 26 stycznia 2011 22:06
Cold Steel Peace Keeper I
Drukuj
 
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 
Projekt i realizacja: wdmm.eu .

Pliki cookies! Ta strona używa plików cookies aby lepiej spełniała Twoje oczekiwania oraz do prowadzenia statystyk odwiedzin.
Można zablokować zapisywanie plików cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej szczegółów o plikach cookies tutaj -> wszystkoociasteczkach.pl.
OK, rozumiem!