Ten czas zatrzymał się 20.03.2017
Aktualności

Navaja.pl na Facebook

Nóż w Polsce

Scyzoryk myśliwski Gerlach

Więcej …

Magnum Blizzard


Początki

W trakcie opisywania przeze mnie noża firmy „Herbertz” model 259910 wpadłem w internecie na łudząco podobny do nieg, sygnowany marką „Magnum”, o nazwie „Blizzard” nóż... Ba! Na zdjęciu wyglądał identycznie.
Bezzwłocznie poinformowałem Was o tym fakcie.
Pojawiła się sugestia, by porównać oba noże.


Ulegając naciskom i błaganiom miliardów drżących z ciekawości nożofanów Puszcza oczko , wystosowałem zaadresowane do Kunbo , użytkownika knives.pl i zarazem przedstawiciela firmy „Togo”, w której to ofercie można znaleźć tenże nóż, pismo z prośbą o wypożyczenie ww. do testów. Szczerze mówiąc nie liczyłem na to, iż operacja ta przyniesie oczekiwany skutek tzn., że będę miał okazję do porównania... i tu zaskoczenie...
Błyskawiczna odpowiedź ze strony Kunbo i już wkrótce, po krótkich negocjacjach „Magnum Blizzard” poszybował w moją stronę.

Serdeczne podziękowania dla Kunbo i firmy „Togo” za użyczenie noża oraz za poważne
i konkretne podejście do tematu. Szczerze polecam.

 



Wstęp

Większość z nas przeważnie zaczynała od noży tańszych i dopiero fascynacja tym tematem oraz zdobywana stopniowo wiedza i doświadczenie popychały nas do poważniejszych zakupów. Tymczasem opisów noży od tańszych producentów praktycznie nie ma, choć wcale nie tak mało osób o nie pyta. Nie wiem co jest tego powodem, mogę się tylko domyślać.

Zarówno Magnum Blizzard, jak i opisywany wcześniej Herbertz model 259910 są to właśnie  noże z niższej półki cenowej. Ich aktualna cena oscyluje w granicach 50-60 zł, także jak zapewne sami przyznacie nie zwala z nóg.  
Zdecydowałem się opisać moje wrażenia na temat Magnum Blizzard z niezwykle prozaicznego powodu - ciekawość.  Zastanawiało mnie, czy dwa, wyglądające (na zdjęciach) na identyczne noże, tak naprawdę czymś się od siebie różnią. I okazało się, że... o tym niżej.
Postaram się, by opis tego noża mógł zaistnieć jako odrębna recenzja konkretnego modelu, a nie tylko jako porównanie dwóch, niezwykle podobnych do siebie noży (choć tak to miało wyglądać w pierwotnej wersji).


Słów kilka o firmie

„Boker” -   „Firma Böker Baumwerk - Solingen powstała w 1869 roku i jest znanym na świecie producentem noży. Posiada swoje filie w w Denver (USA) i Buenos Aires (Argentyna). „Boker” szczyci się jakością swoich noży i podkreśla, jak wielką wagę przywiązuje do wykonania każdego z nich.
Wszystkie noże produkowane w Solingen sygnowane są znakiem drzewka, a oznakowane w ten sposób objęte są dożywotnią gwarancją producenta.


„Magnum” – to noże chińskiej i tajwańskiej produkcji, firmowane znakiem Böker.1

Dane techniczne


Długość całkowita: 18 cm
Waga: 104 g
Długość głowni: 7,5 cm
Długość rękojeści: 10,5 cm
Materiał głowni: stal 420
Materiał rękojeści: aluminium z wstawkami z kratonu

Dane dodatkowe:

Grubość głowni: 2.5 mm
Szerokość rękojeści: od 1,2 do 1,8 cm (rękojeść zwęża się w kierunku głowni)



Wygląd i  estetyka wykonania

Rozpakowałem paczkę i wyjąłem nóż...
Każda nowa rzecz na początku wzbudza zachwyt, bądź po prostu się podoba, z czasem jednak, gdy emocje opadną, a produkt się opatrzy, nasze zadowolenie raptownie spada, by nierzadko przejść w zobojętnienie (tak było u mnie w przypadku bliźniaczo podobnego Herbertz’a). Jednak gdy rozpakowałem Magnum Blizzard przypomniałem sobie, że „ten” nóż bardzo mi się kiedyś podobał i obiektywnie stwierdziłem, że jest ładny (choć to rzecz gustu... wiadomo).
Pomimo tego, iż na zdjęciach Herbertz model 259910 i Magnum Blizzard wydają się być identyczne, to przy „wzrokowo-ręcznych” oględzinach „live” okazało się, że różnice są, i to w dodatku istotne.
Magnum (odwrotnie niż w przypadku Herbertz’a) „na żywo” wygląda lepiej niż na zdjęciach. Otwór na pivot jest starannie obrobiony, mosiężna śruba (która jednak nie przeszkadza tak bardzo jak to było w przypadku Herbertz’a – dlaczego? O tym niżej) kołek jest stalowy, co ładnie współgra z głownią i rękojeścią,  kratonowa wkładka jest dopasowana.
Aluminiowa rękojeść jest miejscami niedoszlifowana i nierówna. Wyraźnie zaznacza się miejsce styku obu części rękojeści.
Nóż nie posiada klipsa, ani nawet miejsca, w którym tenże klips mógłby zostać przyczepiony. Jest natomiast prawdziwa „dziurka na linkę”, co prawda ma tylko 3 mm średnicy, jednak można przez nią przewlec „śnureczek” (w przypadku Herbertz’a była to zaślepiona atrapa, taka nibydziurka, ćwierćdziurka czy jak to tam sobie nazwiemy).  

Ergonomia i obsługa

Rękojeść jest niezwykle wygodna, chwyt pewny, ponadto agresywniej niż u Herbertz’a zwęża się w kierunku głowni (począwszy od wkładek z kratonu) i jest to o wiele lepsze rozwiązanie. Pivot nie kryje się w dużej „dziurze”, przez to wygląda ładniej i nie razi jego „mosiężność” (nadal pozostaję przy tezie, że stalowa śruba pasowałaby lepiej), wystająca „blaszka” liner lock’a, chociaż identyczna jak u Herbertz’a, nie uwiera tak bardzo w palec (choć oczywiście można by ją tak ze dwa milimetry „zwęzić” i byłoby całkiem nieźle) i wreszcie rzecz najważniejsza, kołek, przez węższą na tym odcinku rękojeść, jest bardziej wysunięty, co znacznie ułatwia otwieranie noża.
Niestety zawsze musi być jakieś „ale”...  
Obie części rękojeści są ze sobą tak ściśle spasowane, że otwieranie noża to katorga, już po kilkunastu „kliknięciach” bolał mnie kciuk. Ponadto, żeby w ogóle jakoś poradzić sobie z dziewiczym otwarciem, musiałem maksymalnie rozkręcić pivot... makabra. Chociaż... takie spasowanie noża spowodowało, że zjawisko blade play praktycznie nie istnieje, niemniej jednak można tu sobie postawić pytania: „Jakim kosztem?” i „Jak długo?” Czy ból opuszki palca zrekompensuje nam radość z braku „tańczącej głowni” i jak długo ten efekt się utrzyma, ponieważ...
Po kilkunastu dniach intensywnego „klikania”, otwieranie i zamykanie nożyka zaczęło przebiegać płynniej, choć nadal bez przyjemności. Zastanawiam się, czy jak nóż już się „wyrobi” i ból kciuka przestanie być nieodzownym towarzyszem zabaw, to czy wtedy, znienacka, nie pojawi się właśnie blade play. Cóż, zbyt krótko go używam, by autorytarnie stwierdzić, że na pewno tak będzie, jednakowoż gdzieś w podświadomości kołacze mi się smutna myśl, że szanse na to są duże... chociaż z drugiej strony  obie części rękojeści są naprawdę ściśle spasowane...
Czas pokaże.
Blokada natomiast, podobnie jak u Herbertz’a jest niezawodna. Próbowałem „złamać” nóż w odwrotnej pozycji, uderzałem rękojeścią o blat stołu i nic. Nie puściło – duży plus.

Praca i po

Nóż naostrzony fabrycznie golił. I to z zacięciem brzytwy. Ogoliłem sobie nim przedramię w różnych miejscach wyłącznie dla samej radości golenia, próbowałem także ogolić ręce kolegów, ale mi uciekali, bądź wyzywali brzydkimi słowy – zupełnie nie rozumiem dlaczego, przecież to taka fajna sprawa.   Co prawda wyglądam teraz jakbym cierpiał na łysienie plackowate z przerzutami na  ręce, ale co tam, zabawa była przednia. Po przecięciu kilku kartek, przycinaniu tapet i przygotowaniu posiłku nadal golił – to miłe.  
Ale do rzeczy.
Cienka głownia i szlif wklęsły powoduje, że jest to bardzo dobre narzędzie do cięcia. Rzecz jasna z tych samych powodów, nóż nie nadaje się do cięższych prac. Podobnie jak w przypadku Herbertz’a model 259910 to podręczny nożyk „delikatnego” użycia.
Krótka i wąska głownia utrudnia przekrojenie bułek i chleba, rozsmarowanie masła, jednak przygotowanie posiłku jest wykonalne i niezbyt problemowe. Kartki, tekturę sznurki, nitki itp. przecina jak szalony, przycinanie tapet to poezja (byłem w trakcie remontu).
Ostrzenie przebiega bezproblemowo. Nie potrafię ostrzyć noży, przyznaję jednak przywrócenie temu nożykowi przyzwoitej ostrości (nie mówię o zdolności do golenia) nie nastręcza żadnych problemów, używałem do tego pręta do ostrzenia noży kuchennych (takie coś, co dają w zestawie).

Konkluzja

Warto postawić sobie pytanie: „Do czego tak naprawdę używamy noży?”. Moim zdaniem odpowiedź jest prosta: 90% z nas używa noży do przygotowania sobie posiłków, przycięcia wystających nitek, kartek, tektury, rozpakowania paczek i tym podobnych prac (przynajmniej jeśli chodzi o foldery - śmiem twierdzić, że rozłupywanie cegieł, wyważanie drzwi i cięcie gwoździ to promil naszej „działalności”, nawet w przypadku solidnych fixedów).
Do tego „Magnum Blizzard” jak najbardziej się nadaje (do tego, co napisałem przed nawiasem  ).
To narzędzie do drobnych prac domowo-biurowych i do niczego więcej. Nie jest to efekt wytężonej pracy wybitnych naukowców, który powstał po zastosowaniu supernowoczesnych technologii i z niewiadomojakkosmicznych materiałów. Ma swoje wady i niedoróbki, ale nie jest też pozbawiony zalet.
Krótko: Nóż sprawdza się w czynnościach, do których, jak mi się wydaje został stworzony, a to chyba najważniejsze.
To nożyk dla osób zaczynających przygodę z nożami, dla osób, które potrzebują małego, niedrogiego nożyka do prac, o których napisałem powyżej i takiego noża, którego nie za bardzo będzie żal gdy go uszkodzimy. Poza tym, jeśli ktoś miałby ochotę zakupić sobie chiński nóż za 30 zł to naprawdę warto dołożyć te 25 zł i kupić sobie Magnum.
Chociaż zawsze można odłożyć jeszcze kilka złotych i wybrać ofertę lepszej firmy niż Magnum - „odwieczny dylemat”.  

Aha...
Kończąc opis Herbertz’a zastrzegłem, że teraz już nie kupiłbym po raz wtóry tego noża. Jednak oficjalnie się przyznaję, że na jego bliźniaka z Magnum się skusiłem.
Oczywiście, o tym czy go kupicie, czy nie zdecydujecie sami, ja chyba najbardziej kierowałem się w tym przypadku sentymentem.  
No i nóż bardzo podoba się mojemu Synkowi.  

Konfrontacja

„Magnum Blizzard‶ kontra „Herbertz model 259910‶


Ciężko jest mi powiedzieć, czy Herbertz model 259910, którego kupiłem 10 lat wstecz, to ten sam model 259910, który jest w ofercie firmy dzisiaj. Nie sądzę jednak, by wiele się w nim zmieniło. W każdym razie spróbuję go porównać z Magnum.

Oba noże to bliźniacy. Z tym, że nie jednojajowi...
Pomimo tego, że na zdjęciach wyglądają prawie identycznie, to na żywo różnice są widoczne. Spróbuję je wychwycić.


Magnum u góry, Herbertz na dole - można je łatwo rozpoznać po kołku, Magnum - stalowy, Herbertz - mosiężny

Rękojeści obu noży są równie wygodne i mają prawie taki sam kształt, obie zwężają się w kierunku głowni, różnica polega na tym, że u Magnum’a rękojeść zwęża się agresywniej, co ma niebagatelny wpływ na otwieranie noża. U Herbertz’a zbyt szeroka w tym miejscu rękojeść powodowała, że dostęp do kołka, a tym samym otwieranie noża było znacznie utrudnione i prozaicznie niewygodne. Punkt dla Magnum.
Obie części rękojeści w Magnum są zbyt ciasno spasowane i głownia ma małą „swobodę ruchu”, przez to otwieranie i zamykanie się noża wymaga użycia siły, a nie o to przecież chodzi. Z kolei zbyt duży luz u Herbertz’a powoduje permanetny blade play, czego u Magnum nie doświadczymy. Bez punktów.
Głownie w obu nożach wykonane są z tej samej stali (420) i są prawie identyczne (różnią się nieznacznie grubością stali: Herbertz – 2 mm, Magnum – 2,5 mm i czymś, co opiszę niżej, nieistotnym w tym przypadku), ich zdolności cięcia są podobne. Magnum był fabrycznie bardziej ostry, ale to nie ma znaczenia podczas dłuższego użytkowania, każdy nóż się w końcu stępi. Dzięki krótszemu podkrzyżu w Magnum zyskujemy dłuższą krawędź tnącą, jednak jest to tylko około 2 - 3 mm, także bez szaleństw i bez punktów.
Blokady są równie niezawodne. Bez punktów.
Wystająca „blaszka” liner lock’a uwiera w obu nożach, może trochę mniej w Magnum’ie, jednak nie na tyle, by przyznać mu za to dodatkowy punkt.

Względy estetyczne.
Tu zauważalna jest przewaga Magnum.
Nóż jest wykonany ogólnie staranniej, wkładki z kratonu są lepiej dopasowane niż elastomer Herbertz’a, kołek jest „srebrny”, a nie przaśnie mosiężny. Otwór na pivot jest ładnie wykończony (u Herbertz’a to po prostu dziura), sama śruba w każdym z tych noży jest mosiężna, jednak w tym przypadku Magnum zyskuje na wyglądzie ponieważ węższa rękojeść i płytszy otwór bardziej „współgra’ ze śrubą, przez co ta nie razi tak w oczy jak w modelu 259910. No i oczywiście Magnum posiada „otwór na linkę”, a nie jego imitację.
W obu nożach zauważyć można niedoróbki przy szlifowaniu aluminiowych rękojeści, więc trudno w tym konkretnym przypadku wskazać zwycięzcę.
„Szerszy” i „dłuższy” false edge w Magnum nadaje głowni tego noża szlachetniejszy wygląd niż klindze Herbertz’a.
U Herbertz’a linia rękojeści stanowi harmonijne przedłużenie linii głowni, u Magnum’a głownia jest odrobinę „ukryta” w rękojeści, wygląda to tak sobie. Niżej osadzona klinga sprawia, że po zamknięciu noża wystaje ona poza rękojeść, podczas gdy w modelu 289910 chowa się w niej – w tym przypadku wygrywa Herbertz.
Ogólny wygląd i estetyka wykonania - punkt dla Magnum.

 

 

 

 

 


Aby nie opisywać każdego zdjęcia osobno, przypomnę. Magnum - stalowy kołek, Herbertz - mosiężny

Tak więc według mojej subiektywnej oceny wygrał Magnum Blizzard.

I to by było na tyle.

Z ostatniej chwili.
Magnum się już, jak mi się wydaje wyrobił. Otwiera się go o niebo lepiej niż na początku, kciuk już tak nie boli (chociaż być może jest to kwestia stwardnienia opuszki, od wielokrotnego „klikania” ), nie nabrał wprawdzie wymarzonej płynności i jak sądzę tak już pozostanie... ale blade play jak nie było, tak nie ma.
I tym optymistycznym akcentem...  


1 Dane na temat firmy „Boker” oraz marki „Magnum” pochodzą ze strony
www.boker-magnum.pl oraz z forum handlowego firmy „Togo” na www.knives.pl

Zdjęcia do opisu wykonał Jumbo. Dziękuję.


Janusz Łangowski

Tekst został napisany w kwietniu 2008 roku i umieszczony na stronach vortalu knives.pl:
http://www.knives.pl/forum/index.php/topic,67174.0/
Utworzony: środa, 26 stycznia 2011 22:16 | Poprawiony: środa, 26 stycznia 2011 23:34
Magnum Blizzard + Herbertz 259910
Drukuj
 
Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 
Projekt i realizacja: wdmm.eu .

Pliki cookies! Ta strona używa plików cookies aby lepiej spełniała Twoje oczekiwania oraz do prowadzenia statystyk odwiedzin.
Można zablokować zapisywanie plików cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej szczegółów o plikach cookies tutaj -> wszystkoociasteczkach.pl.
OK, rozumiem!