Ten czas zatrzymał się 20.03.2017
Aktualności

Navaja.pl na Facebook

Nóż w Polsce

Scyzoryk myśliwski Gerlach

Więcej …

Navajas - krótka opowieść o pewnej pasji


Tytułem wstępu
Wiele z osób dowiadujących się o moich zainteresowaniach kiwa z niedowierzaniem głową lub uśmiecha się pobłażliwie - no bo w końcu jak "normalnego" człowieka mogą interesować jakieś tam noże? Co więcej, jak w ogóle kogoś mogą interesować noże? No chyba, że jest bandytą, bo jak powszechnie wiadomo tylko bandyci noszą noże. W ostateczności, jeśli już ktoś nosi nóż, a nie jest bandytą, to zapewne jest nienormalny. W tym miejscu, każdorazowo zaczynam wyjaśniać, że nie do końca jest tak, jak się powszechnie sądzi i że rzecz cała polega na czym innym. Że to hobby nie jest w niczym dziwniejsze od na przykład zbierania naklejek, pudełek po zapałkach czy też znaczków. Po prostu hobby jak każde inne, ani bardziej, ani mniej dziwaczne. Dla mnie interesujące z kilku względów, o których postaram się napisać w dalszej części tekstu.
Postanowiłem pokrótce przedstawić historię moich wieloletnich zainteresowań licząc po cichu na to, że jeśli ktoś, kogo nie interesują noże trafi przypadkiem na tą stronę, to być może tekst ten trochę mu wyjaśni. O ile wcześniej go nie zanudzą moje wynurzenia.

Etap pierwszy
Dawno, dawno temu, będąc chłopcem, jak wielu innych chłopców miałem w rodzinie dorosłych mężczyzn, z tym, że "moi" mężczyźni, co już nie jest regułą, posiadali noże. Być może rozczaruję szukających sensacji, ale nic mi nie wiadomo o tym, by któryś z tych mężczyzn był bandytą. Jeden z moich dziadków był natomiast zapalonym wędkarzem, posiadaczem kilku scyzoryków, w tym najbardziej imponującego mi wtedy noża wędkarskiego marki Gerlach; drugi z dziadków był zapalonym wędrowcem i turystą górskim, również i on posiadał kilka scyzoryków i noży. Z pierwszym dziadkiem jeździłem na ryby, na których to O zgrozo!, używał on noży do wyciągania haczyków i innych wędkarskich czynności, ja w tym czasie, z młodzieńczą zapalczywością strugałem patyki, no i również, przy okazji łowiłem ryby; drugi z dziadków, przez wiele lat zabierał mnie ze sobą na górskie wycieczki, w czasie których noże służyły nam do niezwykle prozaicznych czynności jakimi niewątpliwie było przygotowywanie posiłków. Drugi z dziadków był też osobą, od której dostałem swój pierwszy nóż. Na własność dodam. Była to harcerska finka Gerlacha z czarną rękojeścią z plastiku i wytłoczoną lilijką. Byłem z niej niezwykle dumny. Przemierzając górskie szlaki w całej Polsce niejednokrotnie walczyłem za pomocą tej właśnie finki z wilkami i niedźwiedziami oraz stawałem w obronie czci niewieściej. Oczywiście w wyobraźni pobudzanej obficie dziesiątkami przeczytanych książek. Takich finek miałem jeszcze w swoim życiu kilka - niestety ich trwałość pozostawiała wiele do życzenia.
Trzecim z mężczyzn, który niewątpliwie wywarł wpływ na moje zainteresowania był mój ojciec, miłośnik broni dawnej. Ojciec hobbystycznie wykonywał repliki dawnej broni palnej i siecznej, kordelasy myśliwskie i inne noże. Bardzo mi to imponowało i stanowiło powód do "chwalenia się" przed kolegami. Oczywiście i ojciec miał swój własny nóż produkcyjny, będący obiektem moich westchnień i wielokrotnie ponawianych prób wyłudzenia go od taty. Był to duży, wieloczynnościowy Gerlach w czerwonych okładzinach.
W zasadzie wszyscy mężczyźni w mojej rodzinie podchodzili do noży w bardzo utylitarny sposób, były one dla nich po prostu praktycznymi i wszechstronnie wykorzystywanymi narzędziami. Można powiedzieć, że ja, jestem pierwszym, którego podejście do tematu jest odrobinę odmienne.



Etap drugi
Każdy chłopiec (no prawie każdy) przechodzi w swoim życiu również etap, który można nazwać "podwórkowym". Okres ten można było kiedyś podzielić na dwie części - czas łażenia z kumplami po drzewach, gry w piłkę i zabaw w Indian, kowbojów, żołnierzy, Zorro i takich tam oraz okres późniejszy, kiedy zaczynaliśmy dostrzegać, że w sumie, to dziewczyny nie są takie złe jak nam się to wcześniej wydawało. Dla chłopca wychowywanego w latach osiemdziesiątych XX wieku zabawy, podczas których używało się noża nie były niczym dziwnym i wyjątkowym, chociaż uczciwie przyznać należy, że nie wszyscy mieli swoje scyzoryki i nie wszyscy rodzice podchodzili do ich posiadania w sposób całkowicie bezstresowy. Pamiętam jednak, że nie było wokół, tej powszechnej dziś histerii towarzyszącej widokowi chłopca z nożem. Otwarcie, na oczach rodziców, wycinaliśmy gałęzie dzikich  krzewów na łuki, otwarcie też grało się "w noża" (pod nazwą tą kryło się wiele różnych zabaw przeważnie polegających na wbijaniu, w różnych konfiguracjach i na różny sposób noży w ziemię). Oczywiście cały czas pozostawaliśmy pod dyskretną kontrolą rodzicielską. W tamtych czasach większą część dnia spędzało się na dworze. Nie było komputerów, konsoli, internetu, a w telewizji były dwa nudne programy, no i znaczna część z nas czytała książki. (Boże! Jak to możliwe, że to przetrwałem!) Czasy się jednak zmieniły i jakoś niespecjalnie mnie to dziwi.
W późniejszym okresie dorastania na plan pierwszy wysunęły się kobiety. Niektórym z nas nie wyszło to na dobre. Zazwyczaj na tym etapie większość chłopców odrzuca dawne zainteresowania, w moim przypadku stało się inaczej, choć przyznam, że zainteresowanie nożami zeszło na plan dalszy. Zawsze miałem gdzieś na podorędziu jakiś nożyk, ale nie stanowił on już wartości największej. Chociaż pamiętam, że gdy poznałem moją żonę, to podczas przygotowań do pierwszej wspólnej wyprawy w góry, jedyną rzeczą, którą, poza plecakiem, zakupiłem był właśnie nóż. Uznałem, iż będzie on mi niezbędny (co ciekawe, nóż kupiłem i wziąłem, ale zapomniałem za to wziąć ręcznika i kilku innych rzeczy).

Etap trzeci
Przez kolejnych kilka lat zadowalałem się posiadaniem zaledwie kilku noży, używanych zależnie od potrzeb i okoliczności. Tak było do czasu, gdy przekonałem żonę, iż internet w domu jest rzeczą niezbędną (tą chwilę przeklina ona zapewne do dziś). Oczywiście mając dostęp do sieci, zacząłem przeglądać również strony poświęcone nożom. Ze zdziwieniem spostrzegłem, że jednak nie wiem wszystkiego na ten temat, że noże typu "Rambo" wcale nie są najbardziej odpowiednie dla żołnierzy, że na świecie nie liczą się tylko i wyłącznie noże amerykańskie, że najlepszą ze stali nie jest stal chirurgiczna, itd. itp. Zarejestrowałem się na polskim forum o nożach, Knives.pl, gdzie poznałem wiele osób mających podobne zainteresowania. Poznałem tam też współczesnych polskich nożowników, którzy potrafią ze stali wykonać prawdziwe cuda, prawdziwych pasjonatów, przy których moja wiedza na ten temat była znikoma i wreszcie zyskałem z czasem wielu niezawodnych przyjaciół i wspaniałych kolegów. Pokonując kolejne etapy wtajemniczenia poznawałem materiały, z których wykonuje się noże, niezliczoną ilość form, które noże te mogą przybrać (ograniczoną w zasadzie tylko wyobraźnią twórców) itd. itp. Nabrałem ogromnego szacunku dla ludzi, którzy potrafią z kawałka stali i np. drewna stworzyć piękne i przydatne narzędzie. To było jak magia, wciągające i intrygujące.
Udało mi się, początkowo dzięki wskazówkom i pomocy przyjaciół nożowników wykonać własnoręcznie kilka noży i kilka kolejnych oprawić, co stanowiło wielkie wyzwanie i powód do dumy. Wkrótce też, jako, że lubię pisać (co nie jest jednoznaczne z tym, że potrafię), zacząłem mniej lub bardziej udanie noże wszelakie opisywać.



Etap czwarty - navajas
Z czasem zapragnąłem poznać historię tych powszechnych i zarazem fascynujących narzędzi. Zawsze pasjonowała mnie tradycja, więc zacząłem czytać i śledzić strony internetowe poświęcone pochodzących z różnych krajów nożom regionalnym. Trafiłem kiedyś na francuskie Laguiole, które urzekły mnie swym pięknem i historią. Zagłębiając się w tematy im poświęcone wyczytałem, że wzorowane one były na hiszpańskich navajas. O navajas nie wiedziałem zbyt wiele, zapewne tyle, co większość miłośników noży w Polsce - że noże te były wytwarzane od dawna w Hiszpanii i że mają zakrzywione głownie oraz rękojeści. Będąc ciekawym zacząłem poszukiwać informacji na ich temat. Wkrótce okazało się, że w zasadzie  w języku polskim artykułów o navajas nie ma. Poza krótkimi wzmiankami i mało szczegółowymi opisami nic nie znalazłem. Jednak ponieważ temat ten zaczął mnie intrygować sięgnąłem do źródeł pochodzących z ojczyzny navajas...
Osoby, które kiedykolwiek miały jakąś pasję zapewne dobrze będą znały stan, w którym się znalazłem i który postaram się opisać.
Uchwyciwszy się jak nici jednej wiadomości podążałem za nią do czasu, gdy okazywało się, że nie składa się ona z jednego włókna, tylko z kilku... kilkunastu... kilkudziesięciu... setek! Jedna prowadzi do drugiej, łączą się one ze sobą, splatają, by po chwili na powrót podążyć w różnych kierunkach... to było nie do ogarnięcia. Ogrom informacji sprawiał mi wielki problem. Zagłębiając się w tą tematykę spodziewałem się szybko rozeznać w materii, tymczasem informacje przenikały się, gmatwając i plącząc. Wskazywały na wiele źródeł, niezliczoną ilość typów i rodzajów, tysiące twórców, setki lat tradycji... Byłem oszołomiony i otumaniony, jednak nie przestawałem szukać. Drobne sukcesy, za które uznawałem zrozumienie i odszukanie pojedynczych odpowiedzi na podstawowe pytania były jak kamienie milowe w drodze do poznania istoty rzeczy. Zaintrygował i zachwycił mnie ten hiszpański świat. Jednak wkrótce utknąłem w miejscu, z którego bez pomocy nie ruszyłbym dalej. Zarejestrowałem się więc na hiszpańskich forach tematycznych "Foro Armas Blancas", a później na "Cuchillos y Navajas" - i kolejny raz okazało się, że społeczność miłośników noży stanowią wspaniali ludzie. Wielu hiszpańskich (i nie tylko) kolegów, a później przyjaciół powoli i z mozołem tłumaczyło mi cierpliwie zawiłości i meandry hiszpańskiego nożownictwa. Poświęcili na to wiele swojego cennego czasu. Dzisiaj mogę powiedzieć, że trochę już na ten temat wiem, jednak zdaję sobie sprawę z tego, że pomimo setek godzin, które spędziłem na poszukiwaniu informacji o tych wspaniałych nożach, nadal jestem dalej niż bliżej celu. Strona, na której macie okazję przeczytać ten tekst stanowi między innymi moje skromne podziękowanie za udzieloną mi pomoc.



Dlaczego w ogóle noże?
Ciężko jest mi odpowiedzieć na to pytanie. To tak, jakby zapytać zbieracza pudełek od zapałek, dlaczego interesuje się tym, a nie innym. Na każdym etapie naszego życia znajdujemy rzeczy, które nas intrygują i ciekawią, większość z nich z czasem zatraca się w naszej pamięci, a ich miejsce zajmują nowe zainteresowania. Jednak niektóre z tych fascynacji pozostają i na przestrzeni lat przeradzają się w prawdziwą pasję. Tak jest w moim przypadku z nożami. To chyba najsensowniejsze wytłumaczenie.


Dlaczego akurat hiszpańskie navajas?
Być może to, co napiszę będzie zbyt górnolotne, zbyt patetyczne lub egzaltowane. Być może dla niektórych czytelników będzie to śmieszne lub niezrozumiałe. Trudno, tak to odczuwam. Świat wokół pędzi coraz szybciej pozostawiając nam niezmiernie mało miejsca na odpoczynek, głębsze przemyślenia lub jakąkolwiek refleksję. Żyjemy od wypłaty do wypłaty lub robimy karierę, biegniemy od zdarzenia do zdarzenia gubiąc po drodze wiele ważnych rzeczy, nie mając czasu na wzięcie oddechu. Tymczasem tuż obok, istnieją jakby "byty równoległe", w których czas zatrzymał się w biegu. Stanowią one odskocznie od brutalnej rzeczywistości. Dla każdego z nas, będzie to coś innego, dla mnie taką odskocznią jest tradycyjny świat hiszpańskich navajas. Jeśli chodzi o noże, jako szeroko pojęte hobby, to Hiszpania stanowi jeden z ostatnich bastionów tradycji w cywilizowanej Europie. Tu nadal można spotkać starszych i młodszych nożowników, którzy w swych małych warsztatach tworzą noże według dawnych wzorów, tak jak tworzyli je ich ojcowie i dziadowie. Nadal przejeżdżając przez mniejszą miejscowość zauważyć możemy cuchillero, który wykonuje noże na potrzeby lokalnej społeczności, tak, jak setki lat temu robili to jego poprzednicy. To jak cofnięcie się w czasie. Myśl o tym, że w jednym z najbardziej rozwiniętych krajów Europy nadal można napotkać takie widoki jest niezwykle budująca. Oczywiście hiszpański przemysł nożowy nie stanął w miejscu, rozwija się nieustannie, jednak udało się w tym kraju udanie połączyć stare z nowym. Obok nowoczesnych firm produkujących noże nadal istnieją tradycyjne cuchillerias, w których wiedza i umiejętności przekazywane są z ojca na syna. Co więcej, również te nowoczesne firmy sięgają po dawne wzornictwo. To bezcenne. Niezwykle pociągająca jest dla mnie ta tradycja, która w Polsce niestety już zaginęła i z pewnością jest to jeden z głównych przyczynków mojego zainteresowania tą tematyką. Bez wątpienia też, tradycyjne hiszpańskie navajas to noże z duszą. Nie są to stworzone w komputerowych programach i "klepane" w tysiącach sztuk na obrabiarkach CNC "bezpłciowe" narzędzia, tu nawet we współczesnych, produkcyjnych navajas pobrzmiewają echa szacunku dla historii. Każda navaja tradycyjna w formie jest wyjątkowa i każda, dla jej właściciela może być czymś szczególnym. To nie jest byle co.
Być może... a właściwie to wiem, że powtarzam się częstokroć pisząc wciąż o tradycji... ale czym bylibyśmy bez niej.



Janusz Łangowski

Utworzony: środa, 02 maja 2012 21:17 | Poprawiony: sobota, 05 maja 2012 07:08
Navajas - krótka opowieść o pewnej pasji
Drukuj
 
Ocena użytkowników: / 12
SłabyŚwietny 

Komentarze  

 
0 #5 Janusz 2012-05-09 12:59
Bardzo dziękuję :-)
Cytować
 
 
+1 #4 Siper 2012-05-09 12:41
Jak zwykle z przyjemnością przeczytałem Twój tekst :lol: Nie, nie uważam że jest przydługi, czy broń Boże nudny. Widać, że piszesz o swojej pasji, a to najważniejsze, bo dzięki temu to co piszesz, ma duszę (górnolotnie ;-)
Cytować
 
 
+1 #3 Ptr 2012-05-09 04:20
Brawo Jasiu! Piękna opowieść o pięknej pasji. :-)
Cytować
 
 
0 #2 Janusz 2012-05-03 21:25
[quote name="jj.Ibero"]Gracias Janusz por tus palabras.
Es un artículo muy interesante del cual comparto muchas de tus reflexiones.

jj.Ibero.[/quote]

Hola Juan. Estoy muy feliz y le agradezco tanto por una opinión tan positiva. :-)
Cytować
 
 
+1 #1 jj.Ibero 2012-05-03 20:34
Gracias Janusz por tus palabras.
Es un artículo muy interesante del cual comparto muchas de tus reflexiones.

jj.Ibero.
Cytować
 
Projekt i realizacja: wdmm.eu .

Pliki cookies! Ta strona używa plików cookies aby lepiej spełniała Twoje oczekiwania oraz do prowadzenia statystyk odwiedzin.
Można zablokować zapisywanie plików cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej szczegółów o plikach cookies tutaj -> wszystkoociasteczkach.pl.
OK, rozumiem!